piątek, 2 października 2015

plaża

Dziś proszę skupcie się na plaży, nie na mnie:). Cudnie, prawda?

A jak Was ciekawi ta zwalista ciemna plama- to ja w mojej ulubionej, uniwersalnej sukience- noszę ją i na imprezy i na co dzień i jak widać na plażę.





zdjęcia- M.

sukienka- orsay
kostium- speedo
klapki- biedronka
okulary- adidas

27 komentarzy:

  1. Cudowne zdjęcia :) Widać, że urlop udany :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze jeden tekst o zwalistości albo czymś w podobie i Cię odobserwuję - tak, to groźba ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się podpinam, będziemy groźne jak Travolta i Jackson w Pulp Fiction :)

      Usuń
    2. Dobra, dobra:). Od dziś udaję smukłą nimfę:).

      Usuń
    3. Nimfy urody nie masz, zresztą żadna z nas, Ty raczej wyglądasz jak grecka bogini - zgrabna kobieta, żadna zwalista!

      Usuń
    4. Ej, laski, wszystkieśmy nimfami!

      Usuń
  3. A ja uważam, że jesteś bardzo ładną kobietką, ale faktycznie ostatnio cię coś przybyło, więc warto się wziąć za siebie. Pozdrawiam Aneta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to przez ostatnie 8 lat moja waga waha się między 70-75, więc to przytycie to nie tak ostatnio, bo odkąd rzuciłam palenie nie mogę zejść poniżej 69 kg. Po prostu wakacyjny negliż mocno obnaża to, co normalnie jestem w stanie zatuszować strojem, wysokim obcasem itd.
      A marzy mi się książkowe 63. Ale to już chyba nie te lata:).
      Pozdrawiam:).

      Usuń
    2. Lata lata ....
      Cale życie słyszałam ze po trzydziestce nie da sie schudnąć , ze metabolizm nie ten itp itd ... Dupa zbita ... Da sie . Jestem tego przykładem . Po drugiej ciąży , wyjechaliśmy do Luxa waga niekontrolowana wskoczyła do 70 kg . I siłownia nie przynosiła rezultatów . Byłam pogodzona ze rozmiar 42 i inny nie bedzie . Aż dieta cud , czyli zmiana stylu odżywiania , mentalności , bieganie i poszło 12 kg . Fakt potem wróciły 2 ;) ale 60 kg to taki mój stabilny rozmiar . a ostatnio sukienkę na ślub kupiłam w rozmiarze 36 .

      Choc jestem skłonna akceptować to ze ktoś jest większy , ze nie wszyscy musza byc chudzi , ze Ty Ewo źle nie wyglądasz , a już na pewno nie tyle ile podajesz , przynajmniej w moim wyobrażeniu . To tak jak sie opisujesz to wcale w tym nie slychac akceptacji siebie , tylko akceptacje z żalem . A
      Jak on pobrzmiewa , ten żal , to znaczy ze marzysz , tęsknisz do zmiany . Wiec Ci napisze ze da sie . A ty jesteś 10 lat młodsza ode mnie . Jak mnie sie udało to i tobie jak tylko sie zaprzesz tez sie uda .
      A zdjecia plaży super , a kobieta na nim prześliczna , kobieca , taka trochę w stylu Moniki Beluci ... A sukienka z wystająca zielona góra z bikini wyglada intrygująco

      Usuń
    3. Aniu wiem, ze się da- moja mama swojego czasu na SB schudła ponad 15 kg- a była tuż przed pięćdziesiątką.
      I nie ma we mnie żalu. Ja naprawdę siebie lubię, ale też w pełni się znam -zarówno swoje atuty jak i mankamenty. I pojawiła się potrzeba zmiany.
      Dziękuję za Twoje słowa i Twoją historię- dajesz mi kopa do działania:).
      Pozdrawiam!

      Usuń
    4. No to prosze więcej nie pisać głupot , żebyśmy nie zwracali uwagi na granatowa , ups ... Zwalista ciemną plamę . Bo nikt tu nie widzi zwalistej ciemnej plamy , tylko sexi kobitkę w granatowej sukience Monico , upssss Ewo ;);)

      Hahaha naprawdę przypominasz Monice Beluci

      Usuń
    5. Ja Ci dam nawet innego kopa - moja własna mama, 155 centymetrów wzrostu, w wieku 47 lat ważyła 80 kilo.
      Wiele rzeczy się na to złożyło - tak, jak po urodzeniu mnie od razu niemal była szczuplakiem z wagą wyjściową sprzed ciąży, czyli 53 kilo, tak po urodzeniu brata było źle (a do tego przez pół roku po jego narodzinach niemal wyłącznie leżała, bo zoperowano jej masywne żylaki - starą metodą, czyli rwaniem żylaków z żyłami :]) i potem trudno jej było tę wagę zrzucić (bo mama od narodzin brata nie pracowała zawodowo - siedzenie w domu sprzyja brakowi ruchu, a spacery po zakupy i sprzątanie jak wszystkie wiemy nie spala aż tylu kalorii ile się myśli, że spala), u mnie w domu generalnie nie je się zdrowo (obiad z dwóch dań, czyli zabielana mąką i śmietaną zupa, plus zawiesisty sos to standard, którego jak odmówiłam, to wielkie batalie były), sportów się nie uprawia, a poza tym jakaś mądra ginekolog wypisała mamie swego czasu HTZ.

      Było źle.
      Mama wyglądała źle i czuła się źle - nogi się zażylakowały dwa razy mocniej, pojawiło się duże nadciśnienie.

      I któregoś dnia mama powiedziała: nie no, tak dalej nie będzie.
      Nie wiem, czy jakiś wpływ miało to, że flebolog zagroził, że jak nie odstawi HTZ, to się przekręci - i odstawiła.
      Nie wiem, czy pomogła tu menopauza, która już jej się wtedy zaczęła - a jak wiemy jedne kobiety w czasie menopauzy tyją, inne chudną.
      W każdym razie mama się za siebie wzięła - zaczęła wieczorami biegać po osiedlu (dość mało intensywnie, bo jest leniwa jak i ja ;P), odstawiła ziemniaki, makarony i chleb. Przestała podjadać przy gotowaniu obiadów dla ojca i brata. Jakoś tam machała sobie nogami przy oglądaniu telewizji, na macie.

      I schudła mega szybko - z rozmiaru XL wskoczyła w L.
      Potem doszły stresy - zmarła babcia.
      I zaczęło się lato, czyli robota na działce.

      Dziś moja mama waży 56 kilo.

      Nie ma figury modelki, bo po ciążach ma rozstępy, a lata nadwagi zostawiły mało jędrną skórę.

      Ale paraduje w S-kach.
      Podbiera mi jakieś bardziej rozciągnięte portki i bluzki :)


      Więc naprawdę da się!
      Bez względu na wiek!

      I na ilość kilogramów, które zgubić się chce ;)

      Usuń
    6. Moim zdaniem ważna jest jednak inna kwestia - po co chce się chudnąć.
      Bo wiesz, motywacji jest kilka - ja chciałam chudnąć, bo chciałam być i d e a l n a.
      Schudłam tyle ile chciałam, idealna się nie czuję.
      Za mało ćwiczeń - to ciało nie wygląda bez nich smukło jak u fit blogerek ;)
      Więc mogłabym ćwiczyć dalej, dalej, dalej, jeść mniej, mniej i mniej... ale po co?
      Co ja - aktorka jestem? Modelka?

      Granica obłędu jest mało wyraźna, trzeba umieć sobie powiedzieć "stop".

      Inne chudną, bo grozi im poważna choroba - te, które ważą naprawdę dużo, wiedzą, że są obciążone cukrzycą, chorobami naczyń i serca, nowotworami.

      A inne, bo chcą się przypodobać swojemu mężczyźnie, który albo serio ich nie akceptuje (w tyłek bym kopnęła, zwłaszcza jak sylwetka by mi się zepsuła po urodzeniu mu dzieci) albo o którym myślą, że ich nie akceptuje.

      Myślę, że Ty ani nie masz potrzeby zadręczania się kompleksami (do bycia modelką nie aspirujesz i nie jest Ci ta figura potrzebna do tego, by nie mieć bez niej co do garnka włożyć) ani nie grozi Ci żadna poważna choroba (bo nie jesteś otyła!!!) ani nie możesz narzekać na oziębłość męża, bo na zdjęciach, które podglądam na fejsie wyglądacie na kochających się, normalnych ludzi.

      Natomiast jeżeli chcesz schudnąć, bo po prostu uważasz, że tego potrzebujesz, że będzie Ci tak lepiej, że Twoje nadprogramowe kilogramy wynikają z jakiegoś tam lenistwa i pofolgowania sobie i chcesz zaprowadzić pewną dyscyplinę, ogarnąć się dzięki temu - to chudnij.
      Ale lub siebie też taką, jaką jesteś.
      Może minąć wiele czasu, zanim zaczniesz chudnąć, być może wydarzy się coś (czego Ci nie życzę), co sprawi, że będziesz nerwowa i i tak będzie podjadać, możesz zachorować na coś niegroźnego nawet, co uniemożliwi Ci ruszanie się... więc warto lubić siebie taką, jaką się jest na wszelki wypadek :)

      Taka jaka jesteś teraz, nawet jeśli według siebie uważasz, że jest Cię za dużo jesteś piękna.
      Naturalnym, kobiecym pięknem dojrzałej, mądrej kobiety.
      Lubię Cię o wiele bardziej, niż niektóre i d e a l n e, szczuplutkie kobietki odziane w lookbookowe ciuchy.
      Twoi przyjaciele i bliscy zapewne też.
      Pamiętaj o tym.

      Usuń
    7. Mar ogromne gratulacje dla mamy, super, że dała radę.
      U mnie potrzeba diety to bardziej potrzeba nie tycia dalej- po prostu, metabolizm zwolnił, a aktywności nie przybyło, więc bilans jest prosty.
      I choć moja aktualna waga jest w granicach normy, to każdy kolejny kilogram powodowałby i gorsze samopoczucie i coraz większe obciążenie. A jakoś nie jestem mistrzynią trzymania wagi- to nad tym muszę popracować, bo schudnąć to nie sztuka, a właśnie utrzymać wagę.
      Jak juz pisałam, nie mam problemu ze sobą, swoim wyglądem- jak słusznie zauważyłaś ani miss ani modelką zostać nie zamierzam. Z mężem to osobna historia, bo on akurat woli pełne kształty i zupełnie nie przeszkadzają mu moje krągłości tu i ówdzie:).
      I bardzo dziękuję Ci za ten komentarz, napisałaś wiele mądrych słów i na pewno będę do niego wracać:).
      Buziaki!

      Usuń
  4. No dobrze, jak ma być tylko o plaży.... cudowna!
    A w sukienki zazdroszczę :))
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedyny minus to, że nie jest piaszczysta. Ale i tak jest tam pięknie!

      Usuń
  5. piekna plaża, ale jaka i Ty piękna! wyglądasz świeżo wtopiona w ten cały krajoobraz :)
    buziaki, Monia

    OdpowiedzUsuń
  6. No cóż- ja jak zwykle jestem Ewą zachwycona- nic na to nie poradzę :-) Nie analizuję zdjęć "fragmentarycznie" i z centymetrem ;-) podziwiam całość- poza tłem i klimatem zdjęć - proporcje, uśmiech, kobiecość... Jest super! Buziaki dla spełnionej i cudownej Kobietki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu dziękuję Ci bardzo! Jesteś dla mnie zawsze łaskawa :P.

      Usuń
  7. Ewo, czekałam na moment, by spokojnie napisać komentarz. Ostatnio u mnie dzieje się za dużo :(
    Ewuś, może kiedyś podejmiesz decyzję, by zgubić kilo czy 2, ale moim zdaniem wyglądasz kobieco i pięknie.
    Plaża cudna, a Ty wyglądasz bardzo intrygująco :)
    Buziole!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. The place is great, the beach is beautiful. and your outfit is stunning.

    OdpowiedzUsuń