piątek, 31 października 2014

tygodniowy przegląd

Jak widać w tym tygodniu zwyklak gonił zwyklak. Brakowało mi nie tylko czasu, ale inwencji. Sięgałam więc po jak najprostsze, sprawdzone zestawy. Ale w sumie w takich czuję się najlepiej. Jeżeli te proste połączenia można nazwać stylem, to właśnie taką postać przybiera on u mnie. Zresztą, jak mówią znawcy, budowanie własnej garderoby warto budować właśnie na prostej bazie (przy okazji polecam najnowszy wpis Marii z UbierajSięKlasycznie- jak zwykle profesjonalne podejście do tematu, podparte pięknymi kolażami).
Nie wiem, kiedy pojawi się pełnowartościowy post, może w weekend uda mi się coś zorganizować, ale ostatnio zupełnie nie umiem sobie poradzić z nadmiarem obowiązków.



spodnie: jeansy-nn, kobaltowe-mohito, czarne- stradivarius, granatowe- sh; swetry: czarny, szary- cubus; bluzka- sh, żakiety: czarny- new yorker, chabrowy- reserved; dodatki: komin-nn, pasek-biedronka, zegarek-nn

niedziela, 26 października 2014

Kremy GEN FACTOR

Przymierzałam się do tej recenzji przez kilka miesięcy. A właściwie przymierzać się powinnam, bo zobowiązana byłam wystawić ją w okolicach marca. Jednak ciągle coś stało mi na drodze.
Po kolei:).

W grudniu, u niezastąpionej kosmetycznej znawczyni Angel, w super konkursie wygrałam zestaw dwóch (dla mnie luksusowych, bo wartych ok. 200 zł) kremów. Cieszyłam się jak dziecko. Warunkiem udziału w konkursie było właśnie wystawienie opinii w okresie 3 miesięcy.
Ale ciągle mi i kremom stało coś na drodze. Najpierw sam produktodawca ociągał się z wysyłką. Byłam już przekonana, że z wygraną mogę się pożegnać, kiedy zamiast obiecanych kremów dostałam zestaw próbek.
Jednak Angel była nieustępliwa i wywalczyła dla nas, zwyciężczyń, pełnowartościowe produkty. Jednak szczerze mówiąc po takim czasie (2 czy 3 miesiące) mój zapał trochę minął.
I tu już zaczyna się moja wina w opóźnieniu recenzji. No cóż, nadal karmiłam piersią. I, mimo że kremy mają składniki pochodzenia naturalnego i ogólnie super skład, to jakoś bałam się rozpoczynać jakąkolwiek nową kurację, tym bardziej, że moja Mała to straszny alergik. Sama żyłam prawie o chlebie i wodzie, więc rozumiecie, że nie chciałam ryzykować z wprowadzaniem nowości kosmetycznych.
We wrześniu jednak zakończyłam karmienie, więc mogłam z czystym sumieniem rozpocząć kurację.
Ale… no właśnie.

Co pisze producent?

GEN FACTOR № 02 to bioaktywny dermokosmetyk nowej generacji. Jest preparatem kompletnym pod względem składu, jak i maksymalnego wysycenia substancjami aktywnymi. Jego skuteczność opiera się na działaniu czynnika IGF-1 zawartego w Colostrum - wydzielinie gruczołu laktacyjnego ssaków występującej w okresie okołoporodowym - w kombinacji z hydrolizowanymi proteinami jedwabiu, kawioru i pereł.

Preparat zalecany do pielęgnacji skóry z ubytkami tkankowymi po przypadkach takich jak:
·                     zespół stopy cukrzycowej;
·                     owrzodzenia troficzne;
·                     odleżyny;
·                     zmiany pooparzeniowe;
·                     zmiany grzybicze;
·                     blizny zanikowe;
·                     inne trudno regenerujące się uszkodzenia.




Moja opinia
Zadowolona zaaplikowałam krem na twarz (krem świetnie działa na blizny i inne ubytki skóry, więc chciałam nim potraktować swoje podrądzikowe ślady). Ale ten zapach! Serio nie byłam w stanie wytrzymać z nim nawet godziny. „Aromat” zjęczałego masła. Coś okropnego.
Podejrzewałam nawet, że krem, ze względu na swój mocno naturalny skład, przez czas, kiedy czekał na użycie, się zwyczajnie popsuł, ale nie, bo użycie próbki skutkowało tym samym- prawie natychmiastowym zmyciem z twarzy.
Próbowałam go jeszcze nakładać na rozstępy i na blizny po usuwaniu znamion (kilka lat temu usunęłam kilka nieciekawych pieprzyków, ale rany zagoiły się bardzo brzydko i zostały bliznowce), ale niestety, choć oddalenie od twarzy było znaczne, to zapach i tak nie pozwolił mi na dłuższe używanie.
Nie jestem więc w stanie wystawić temu kremowi żadnej opinii, bo nie byłam w stanie go używać. A zapach i podejście firmy do zrealizowania wygranej powinnam wystawić raczej kiepską notę. Ale nie chcę też nikogo zniechęcić, bo może potrafi zdziałać cuda. Nie wiem, ja się nie przekonam, ale w internecie jest mnóstwo pozytywnych opinii, krem u niektórych zdziałał prawdziwe czary.


Dostałam od firmy również drugi krem: gen faktor 4.

Co pisze producent?

GEN FACTOR № 04 to bioaktywny dermokosmetyk nowej generacji. Jest preparatem kompletnym pod względem składu, jak i maksymalnego wysycenia substancjami aktywnymi. Jego skuteczność opiera się na działaniu protein z wydzieliny gruczołu laktacyjnego ssaków występującej w okresie okołoporodowym.
GEN FACTOR № 04 opiera swoją siłę działania na specjalnie spreparowanych nano-cząsteczkach Colostrum zbieranego powyżej 70 godziny od czasu wystąpienia laktacji, czyli w momencie najwyższej ekspresji laktoferyny – białka o działaniu immunomodulującym, przeciwzapalnym, przeciwdrobnoustrojowym, antyoksydacyjnym.
Dodatkowe składniki jak Olej migdałowy, Masło Shea, Sok z liści Aloesu, Wosk pszczeli, Witamina E tworzą bazę aktywną wspomagając działanie substancji aktywnej, jaką jest nano-serum Colostrum.


Wskazania do używania GEN FACTOR № 04:

Preparat idealnie nadaje się do pielęgnacji skóry łuszczycowej, atopowej, bielaczej. Jest także doskonały do codziennej pielęgnacji cery normalnej, suchej i wrażliwej. Jest przeznaczony do stosowania punktowego lub na małych powierzchniach (twarz, dłonie) lub wszędzie tam, gdzie oczekuje się bardzo silnego działania.





Moja opinia
Z tą tubką zdecydowanie się zaprzyjaźniłam. Krem przeznaczony jest do skóry normalnej, suchej i wrażliwej. Moja jest wprawdzie mieszana i problemowa, ale krem i tak dobrze się sprawdził. Super nawilża, nie uczula, nie zapycha. Jest w nim co prawda delikatnie wyczuwalna ta charakterystyczna woń, która uniemożliwiła mi stosowanie numeru dwa, ale zapach jest zdecydowanie mniej intensywny i nie przeszkadza w stosowaniu.

A skóra jest gładka, naprawdę dobrze nawilżona.

Oba opakowania kremów są właściwie identyczne: czarne, proste tubki, kryjące 40 ml produktu. Tubki są zakręcane, napisy na nich trwałe, nie ścierające się.

Cena: ok 90-100zł za tubkę. Drogo, ale pewnie warte swojej ceny, jeżeli tylko zdołacie ich używać:), a sądząc po opiniach krążących w necie mój węch jest wyjątkowo wyczulony, bo nikt aż tak nie narzeka:).
Czy warto? Decyzję pozostawiam Wam. 

piątek, 24 października 2014

retro

Od razu muszę Was przeprosić za jakość zdjęć, niestety robione już o zmroku i to w niesprzyjającej aurze. Te trzy, które udało mi się wybrać, to i tak najlepsze egzemplarze. Już miałam ich nawet nie publikować, ale pomyślałam, że już w tym roku może nie być lepszej pogody, by pokazać Wam się w tym zestawie. 
Tę sukienkę w groszki mam już 9 lat, a jednak nadal, od czasu do czasu, ją zakładam i wcale nie czuję, by była jakoś mocno przestarzała. Ma na tyle ponadczasowy krój i do tego jest odrobinę w stylu retro, że niezależnie od trendów, broni się swoim urokiem. Nosiłam ją już na początku studiów, głównie w ciepłe dni, ale, jak widać, również z kurtką, gdy aura już nie sprzyja, sprawdza się super. Ostatnio coraz częściej sięgam po takie starocie z mojej szafy, żeby się przekonać, czy to już pora by zasiliły pojemniki pck, czy też jeszcze zasługują na miejsce w szafie:). Ale i tak, niektóre ubrania, choć ich czas dawno powinien minąć, trzymam nadal, głównie z sentymentu, łączących mnie z nimi wspomnień. To jest mój problem z pozbywaniem się rzeczy- niosą za sobą ładunek emocjonalny, czuję się przywiązana nawet do ubrań. Choć ostatnio mam na tym polu coraz większe sukcesy! Uczę się i powoli zmieniam przestrzeń w okół siebie:).





sukienka- pretty girl
kurtka- tkmaxx
torba- sh
buty- deichmann

A tu dowód, że sukienka ma już swoje lata:). Uwaga: oglądać z dużym przymrużeniem oka!


środa, 22 października 2014

tygodniowy przegląd

Kolejny tygodniowy przegląd. Dość zróżnicowany, bo i pogoda była zmienna - od cudownego babiego lata po chłodne, deszczowe dni.


torba-nn, spodnie: szare, czarne- stradivarius, jeansy1, jeansy2-nn, bluzki: ekoskóra- vero moda, biała-pepco, żakiet-nn, swetry: żółty, szary1- sh, szary2- cubus

poniedziałek, 20 października 2014

dzwony

Od kilku lat sezon w sezon ktoś ogłasza powrót dzwonów. Ja uchachana, że będę mogła w końcu uzupełnić garderobę o jakąś nową parę, znowu, jak co roku, z zakupów wracam zawiedziona. Nadal w sieciówkach niepodzielnie panują rurki i spodni z szeroką nogawką ze świecą szukać. 
Zresztą, sama nie jestem lepsza- już miałam napisać, że ja dzwony noszę niezależnie od mody, bo je po prostu uwielbiam... ale, ale... No właśnie chyba jednak hipokrytka ze mnie, bo kiedy ostatni raz pokazywałam się tu Wam w spodnich z szeroką nogawką? Hm, mi też ciężko sobie przypomnieć.
Ale na co dzień, od czasu do czasu, wyciągam jedną z kilku moich już wysłużonych par, by na nowo ujrzały światło dzienne. I zdecydowanie dobrze się czuję w takim kroju.
Do rudych spodni dobrałam koszulę w kratę. To właśnie ten wzór kojarzy mi się z jesienną aurą i powraca zawsze jesienną porą. Do tego jeansowa katana- ponoć bardzo uniwersalne nakrycie, które mi osobiście dość ciężko zestawić, ciągle brakuje mi na nią pomysłów. I nowa (nowa dla mnie) torba upolowana w sh:). 

I tak patrzę sobie na te zdjęcia i myślę, jak daleko mi czasem od tego, co aktualnie na topie, od trendów i modowych nowinek. Ale tak szczerze mówiąc, to dobrze mi z tym :).







spodnie- stradivarius
koszula- takko
katana- sh
torba- sh
buty- deichamann

środa, 15 października 2014

Tygodniowy przegląd

Zmęczona jestem dziś okrutnie. Najpierw nieprzespana noc (chore dzieci=kaszel+moje zamartwianie), a później pół dnia w drodze, 7h za kierownicą robi swoje i choć wróciłam do domu 2 godziny temu, to nadal huczy mi w głowie. Dobrze, że miałam już dla Was przygotowane tygodniowe zestawienie, bo inaczej nie dałabym rady dodać posta.
W dwóch pierwszych zestawach pojawia się jeden z moim ostatnich nabytków: cudowny wełniany sweter ze sporą domieszką kaszmiru, jest genialny! Nie dziwię się już Waszymi zachwytami na temat kaszmirowych swetrów- naprawdę warte zapłacenia wyższej kwoty od akrylowych sztuczności.



spodnie: czarne kanty-reserved, czarne rurki- stradivarius, jeansy- nn; swetry: nn; marynarka: pepco; bluzki: biały i czarny top-nn, w zielone pasy- reserved, w paski (to w sumie sweterek)- h&m (sh), naszyjnik- diva, chusta- stradivarius

niedziela, 12 października 2014

Spotkanie częstochowskich blogerek (VII)

Wspominałam Wam w ostatnim poście, że ponownie miałam okazję spotkać się z Dziewczynami, blogerkami z Częstochowy i okolic. Nasze babskie pogaduchy tradycyjnie już odbyły się w Boulangerie. I znów nasze grono się poszerzyło, tym razem miałam okazję poznać dwie Justyny i dziewczyny z Quintessence of Beauty: Magdę i Kasię.
Uwielbiam te nasze spotkania, jest zawsze dużo śmiechu, plotek i rozmów na tematy poważne (i te mniej). 
A dla mnie to świetna okazja, by na parę godzin wyrwać się z domu i odpocząć od codziennych spraw,  choć i tak, właśnie ze względu na nawał obowiązków, musiałam ewakuować się ze spotkania jako pierwsza. 

A na spotkaniu były:
Aga  

Ewa 


Zostawiam Was ze zdjęciami autorstwa Paulina i Justyny

















PS. Piękne mamy dziewczyny w tej Częstochowie, co:)?

środa, 8 października 2014

i znów szarości

W sobotę miałam okazję uczestniczyć w kolejnym spotkaniu częstochowskich blogerek. O samym spotkaniu napiszę Wam w kolejnym poście, a póki co mój zestaw z tego dnia. Ciężko mi w tym sezonie porzucić szarości, ciągle do nich wracam, dla mnie to zdecydowanie kolor tej jesieni. Może to kwestia ulubionego w ostatnich tygodniach okrycia, a może idę na łatwiznę, nie wiem.
Chyba pora przeorganizować i przejrzeć swoją szafę, ale brakuje mi czasu na takie gruntowne przedsięwzięcie. Powolutku wprawdzie, szafka po szafce, szuflada po szufladzie odgruzowuję i porządkuję przestrzeń wokół siebie, pozbywam się niepotrzebnych szpargałów, wyrzucam lub sprzedaje nieużywane rzeczy. Zobaczymy na ile starczy mi czasu i zapału, szczególnie, że przy dwójce maluchów w domu te porządki idą bardzo powoli. Także jak macie jakieś triki, jak skutecznie sprzątać i pozbywać się rzeczy, to jest to teraz temat dla mnie:).















zdjęcia- Paulina

płaszcz-nn
spódnica- allegro
sweter- cubus
torba- nn
buty- zara

niedziela, 5 października 2014

co mi w duszy gra

Wielokrotnie już Wam pisałam, że świetnie czuję się w zestawach z rockową nutą. Na co dzień, do pracy, raczej nie mogę sobie pozwolić na taki styl, bo jednak jakiś minimalny dress code nas obowiązuje. Ale w weekendy to co innego:). Wtedy dość często sięgam do mocniejszych połączeń, dobrze oddają to, co mi w duszy gra. Inna sprawa, że moje spojrzenie na rockowe stylizacje przez lata przeszło ogromną metamorfozę. Kiedyś właściwie ubiór w pełni mnie identyfikował, teraz przestaję do sprawy ciuchów tak śmiertelnie poważnie. 
Zresztą o moim podejściu do mody, prowadzenia bloga itd możecie przeczytać w najnowszym wywiadzie dla portalu Fashionwall.pl, kto ciekawy- zapraszam <KLIK>.

Sam zestaw zdominowany przez czerń, która przez czerwone akcenty nabiera charakteru. Natomiast ramoneska i krata podkreślają styl stroju. Tym razem zamiast torebki postawiłam na tzw "nerkę", która świetnie sprawdzi się, gdy chcemy mieć wolne ręce, a, wbrew pozorom, zmieści najważniejsze drobiazgi (i 30 kasztanów- sprawdzone!). 








bluzka- only (sh)
spódnica- mohito
ramoneska- nn
nerka- sh
buty- elilu