poniedziałek, 28 lipca 2014

żółta fascynacja

Po ostatnim, długim poście, dziś będzie krótko i na temat tego, co mam na sobie, czyli dziś wracamy do bloga szafiarskiego
Wyprzedaże mają się ku końcowi, a mi jako wytrawnemu łowcy, to właśnie teraz wysuwają się pazurki, które ostrze sobie na pozostałe kąski. To właśnie w tym okresie cena spadają na łeb na szyję i w końcu można kupić parę szmatek za naprawdę przyzwoite pieniądze. I tak kupiłam dziś w tkmaxxie skórzane lordsy za 10% wyjściowej ceny i spodnie w h&m, które zamiast 130zł kosztowały mnie 30zł.
Ale żadnej z tych rzeczy Wam jeszcze dziś nie pokażę:)- w końcu trzeba dozować napięcie.
Chociaż dzisiejsze spodnie też pochodzą z wyprzedaży, ale tu już cena nie była tak miła memu sercu. Za to na nowo pokochałam kolor żółty, zaczynając od rozbielonej limonki z poprzedniego posta a na tych prawdziwie żółtych spodniach kończąc. Żółty świetnie wygląda zarówno z szarościami, jak i biało-czarnymi połączeniami. Ale ciekawa jestem, czy macie jeszcze jakieś typy? Z czym spróbować? Myślałam jeszcze o kobalcie, ale nie wiem, czy się odważę.












spodnie- zara%
żakiet- hurtownia awanti (h&m)
top- amisu (ny)%
buty- bon prix
torba- stradivarius%

sobota, 26 lipca 2014

dobrze po 50: do pracy

Po kolejnej długiej przerwie, dziś znów na blogu moja Mama. Tym razem w zestawie do pracy. Całość utrzymana w biało-beżowej kolorystyce, ale przełamana czarnymi akcentami. Mama pozazdrościła mi mojej białej torebki, ale nie chciała kupować identycznej i udało jej się upolować ten biały kuferek. I teraz to ja jej zazdroszczę:).
Pisałam Wam już, że jak dorosnę chcę być moją mamą:)?
A tak na serio, mieć taką figurę i taki styl w jej wieku- marzenie:).









spodnie- orsay
koszula- biedronka
naszyjnik- takko
buty- kaniowski
torba- targ

czwartek, 24 lipca 2014

O krytyce

Dziewczyny muszę wylać trochę jadu, bo aż mnie dusi...
Ale nie wiem, jak zacząć. Chyba od tego, że mam dość pozytywnych komentarzy. Brzmi kontrowersyjnie?
Już wyjaśniam. Oczywiście szalenie mi miło, jak czytam Wasze opinie, miłe słowa skierowane pod moim adresem. Łechcze to moje ego i buduje samoocenę, także teoretycznie same plusy.
I gdyby było tak różowo, to nie pisałabym tych słów.
A o co chodzi? O wazeliniarstwo, o brak obiektywizmu, o brak krytyki!
Weszłam dziś na kilka blogów, z tych, których normalnie nie odwiedzam, bo nie znajduję tam nic dla siebie. Gdzie ubrania są fatalnie dobierane do sylwetki, gdzie co chwila zaburzane są proporcje, gdzie autorki ślepo podążają za modą i noszą zupełnie nie pasujące do nich ciuchy.
I czytam komentarze, a tam same ochy i achy! Orzesz ty...
Komentarze te zostawiają inne blogerki, często mi znajome, które podejrzewałam jednak o zupełnie inny gust, które nie raz komentują moje stroje, jako te fajne, idealne.
I szczerze, no jak tu wierzyć Blogerce, hę?
I nie każę tu teraz każdemu zacząć hejtować i przybierać roli pierwszego krytyka Rzeczpospolitej. Nie myślę o tym, by od razu wytykać każde potknięcie, bo czasem niektóre rzeczy lepiej przemilczeć, ale pisanie "cud miód i malina" pod zestawem, który raczej przypomina "smród gnój i mogiła" to przesada.
Jak to jest Dziewczyny z tą naszą szczerością?
A może my, próżne blogerki, wcale nie chcemy słyszeć prawdy? Może krytyka boli nas tak mocno, że każde złe słowo uznajemy za hejt ludzi o "brzydkich twarzach i marnych zawodach"?

Podoba Ci się zestaw? Napisz! Strasznie miłe czytać, że komuś podoba się to, co prezentuję.
Ale może jednak zestaw dla Ciebie jest szczytem bezguścia? Napisz! I choć pewnie nie będzie to przyjemne, to przełknę tę gorycz. Baaa, może jako osoba niegłupia wyciągnę wnioski i następnym razem nie skatuje swojej sylwetki. A może puszczę to mimo uszu (też wielce prawdopodobne, w końcu "jestę blogerę", więc swoje wiem), ale chociaż Ty pozostaniesz szczera wobec siebie.
Albo nie pisz nic, ale nie słodź wtedy, kiedy w duchy myślisz " łooo bożżże co też znowu założyła".

I już. Ulżyło.

I dwa słowa o zestawie, bo może ktoś dotrwał do tego miejsca.
Dalej męczę Was nową torebką i czarnymi sandałkami. Tak się składa, że pasują mi dosłownie do wszystkiego, więc nie mam ochoty szukać zamienników:). I tak, zdjęcia znowu robione wieczorem- jest to jedyny sposób, by robić zdjęcia nie tylko w weekendy. Nie wiem, jak będę sobie radzić jesienią, kiedy dzień zrobi się znacznie krótszy. Chyba pozostaną wtedy zdjęcia w domu. Ale póki co wykorzystuję długie, dość jasne wieczory i fotek na bloga chwilowo nie brakuje.
Dzisiaj sposób wykorzystania plażowej spódnicy w zestawie do pracy. Kiecka ta choć materiał ma mało elegancki, dzięki swej długości pozwala się zaadaptować do biurowego połączenia. Stanowi ze względu na wzór jedyny mocny akcent w tym połączeniu. Wprawdzie kolorystycznym przełamaniem jest nie ona, a żakiet (pastelowa limonka), ale to jednak te kontrastujące pasy najbardziej przyciągają uwagę. 













spódnica- sinsay
top- butik
żakiet- nn (targ)
torba, naszyjnik- stradivarius


wtorek, 22 lipca 2014

3 elementy

Robienie zdjęć około godziny 21 wymaga poświęceń! Nawet nie wiecie, ile robactwa wylega wtedy na świat, głównie tego latającego, upierdliwego i gryzącego.
I światło już nie to. I zmęczenie odbite na twarzy i tkaninie.
Ale z dwóch powodów jest to idealna pora:
1) fotograf już wrócił z pracy i nie muszę latać ze statywem,
2) moje potomstwo już śpi, więc nie towarzyszą nam zniecierpliwione okrzyki.

A dziś zupełnie minimalistycznie, cały mój strój składa się z trzech elementów: sukienki (którą swoją drogą męczę już 3,a może nawet 4 rok), butów i torebki.
Bardzo lubię takie ciuchy, które, mimo zmienności mody, delikatnej zmiany stylu, a nawet zmiany figury, nadal pasują i świetnie współgrają z resztą garderoby. I ta sukienka właśnie taka jest. Jak dla mnie perełka.












sukienka- mohito
torba- stradiverius
buty- nn

niedziela, 20 lipca 2014

na upały

Kolorystyczną bazą tego zestawu (o ile w ogóle o kolorach możemy mówić w kontekście b&w) była torba, która poza tradycyjnym połączeniem bieli i czerni, ma też beżowe elementy. Sięgnęłam więc po beżową spódniczkę i białą bluzkę z czarną aplikacją. Do tego wygodne sandały i mamy idealny zestaw na upał. O ile w ogóle możemy mówić o jakimś idealnym zestawie, gdy temperatura w cieniu przekracza 30 stopni. Wtedy to tylko bikini, basen i zimne napoje są w stanie lekko przyćmić żar płynący z nieba.
Ja już nie mogę wytrzymać tych okrutnych upałów, a przed nami jeszcze kilka dni z tak wysoką temperaturą. I, o ile w weekend można sobie pozwolić na skąpe stroje, tak jestem przerażona jutrzejszą perspektywą wytrwania kilku godzin w pracy bez klimatyzacji. 



 








spódniczka- auchan
bluzka- oodji
torba- stradivarius
buty- nn