piątek, 31 stycznia 2014

mygiftdna

Zbliżają się Walentynki, warto więc pomyśleć o jakimś ciekawym prezencie dla ukochanego.
A może zupełnie bez okazji sprawić radość sobie lub bliskiej nam osobie?
Nie ukrywajmy najfajniejsze są prezenty wykonane przez nas samych, z sercem i od serca. Nie zawsze jednak mamy szansę, czas i możliwości, by samodzielnie kombinować z upominkiem i tu z pomocą przychodzi nam strona MyGiftDNA.
W ofercie mają mnóstwo personalizowanych drobiazgów.
W wyborze pomoże nam szereg kategorii: od różnych okazji (18nastka, Walentynki, Rocznica itp), poprzez wybór osoby, dla której szukamy prezentu (Dziewczyna, Chłopak, Dziecko itd), aż do odpowiednich kategorii prezentowych.

Ja miałam ogromny problem z wyborem prezentu :). Wewnętrzna walka toczyła się, czy wybrać siebie w roli gwiazdy KLIK(bo któż nie chciałby wcielić się w Umę Thurman choćby na chwilę i choćby tylko na plakacie?), a może okładkę topowego czasopisma z własną podobizną KLIK, czy też wybrać obraz z moimi dzieciakami w roli głównej KLIK, czy też może któryś z personalizowanych słojów KLIK? Wybór jest ogromy!
I podjęcie decyzji wcale nie było łatwe, ale jako typowa Matka-Polka postawiłam ostatecznie na dzieciaki :).
Wybrałam typ obrazu jaki mnie interesuje (u mnie padło na vintage, ale i tu szeroka gama produktów może wywołać mały zawrót głowy), rozmiar, przesłałam zdjęcie i z niecierpliwością czekałam na wysyłkę.

Na zdjęciach widać, że nie tylko ja jestem taka niecierpliwa, Wojtek omal nie porozrywał opakowania:)!
Testował też wytrzymałość materiału, ale to już inna historia...ważne, że zakończona pozytywnie.


Jako zakochana w swoich dzieciach po uszy, ja jestem obrazem zachwycona! Ale i styl i jakość wykonania robią swoje.






A tu już moje Skarby 'zawisły' na ścianie:



A poniżej tylko próbka tego, co możecie znaleźć na stronie MyGiftDNA:











niedziela, 26 stycznia 2014

podsumowanie

Obiecany post z postanowieniami już się pojawił, a dziś jeszcze zaległe, blogowe podsumowanie poprzedniego roku.
W zeszłym roku, zgodnie z nazwą bloga, podsumowanie podzieliłam wedle pór roku -o TU.
Tym razem zrobiłam zestawienie najlepszych i najgorszych zestawień z poszczególnych miesięcy.
Rok ten obejmował cały okres mojej ciąży, więc od marca do listopada można obserwować było mój rosnący brzuch. Zmieniałam też kolor włosów, więc dla tych co nie pamiętają- ta blondyna to ja!
Przegląd jest oczywiście jak najbardziej subiektywny.

1. Styczeń
Zestawy jakby bliźniacze, bo i kurtka i buty te same, jednak cała reszta sprawia, że ten po lewej nadal oglądam z przyjemnością, natomiast ten po prawej stronie całkiem popsuł kubraczek.


2. Luty
Luty ogólnie nie był dobrym miesiącem, jeśli chodzi o prowadzenie bloga. Wszystkie zestawy robione w domowym wnętrzu, na szybko- przed pracą lub zaraz po powrocie.
Jednak i wśród nich znalazły się lepsze i gorsze, ten po lewej broni się swoją prostotą, dlatego go lubię, a ten po prawej...no cóż chyba nie muszę komentować?


3. Marzec
I znów klasyka kontra eksperymenty, oczywiście na korzyść klasyki!


4. Kwiecień
Czas świąteczny i śnieżny. I to właśnie z drugiego dnia Świąt pochodzi najgorszy z kwietniowych zestawów. A najlepszy? Moje ukochane beże i brązy.


5. Maj
To w maju właśnie uwieczniłam jeden z najgorszych zestawów na blogu w całej jego historii. Ta poliestrowa bluzka to prawdziwy koszmarek.
A najlepsze majowe połączenie? Jak dla mnie to właśnie to pudrowe z ciekawym naszyjnikiem.


6. Czerwiec
I zaczynają się wakacyjne miesiące.
Tu, jako niewątpliwą wpadkę mogę uznać zestaw z neonowymi sandałkami, bo dzięki niemu (a właściwie przez niego) uplasowałam się w rankingu na niemodnych polkach. Choć nadal nie uważam, by to połączenie miało być źródłem wstydu i rozpaczy...
Zestaw na plus jest również pasiasty i sukienkowy, ale zdecydowanie mniej dający po oczach.


7. Lipiec
Lipiec to zestawienie bardzo kontrastowe: elegancji i totalnego luzu. tym razem na korzyść...
...elegancji oczywiście!


8. Sierpień
Tu miałam dylemat, bo w sumie wiele zestawów mi się podobało, ale były i takie jak ten po prawej...


9. Wrzesień
Zestaw na 'nie' ląduje tu głównie przez jakość zdjęcia- ciężko zachwycać się stylizacją, gdy fotka wygląda jak robiona tosterem.
Po lewej natomiast prosty, utrzymany w klasycznej kolorystyce, czyli tak, jak lubię.

10. Październik
Połączenie black&white z superkoszulką i lekko mdławy pastelowy zestaw, co wybieracie:)?

11. Listopad
Brzuch osiągnął monstrualne rozmiary, więc wybaczam sobie nawet ten zestaw po prawej. A ten po lewej, mimo niedopinającego się płaszcza, lubię bardzo:).

12. Grudzień
W grudniu pokazałam się Wam tylko w dwóch odsłonach, także wybór mocno ograniczony:). Jeden zestaw więc na 'in', drugi 'out'.

Kto dotarł do końca dla tego fanfary:).
Ogólnie, na podstawie powyższych zestawień, mogę spokojnie stwierdzić, że wolę zestawy klasyczne. Czasem połaszę się na modowe eksperymenty, ale, jak widać, niekoniecznie powinnam:).
Nie traktuję jednak mody i blogowania śmiertelnie poważnie, więc trzeba sobie pozwolić na luz i dystans.
Buziaki!

czwartek, 23 stycznia 2014

Plany

Zbliża się koniec stycznia, a ja obiecałam się z Wami podzielić moimi postanowieniami na 2014 rok.
Moje plany na najbliższy rok obejmują zarówno te małe, drobne i mało istotne zmiany, jak również wielkie, życiowe przedsięwzięcia. Poniżej w kolejności zupełnie przypadkowej mieszanina planów zawodowych, rodzinnych, urodowych, zakupowych.

Kupić nowy obiektyw do aparatu.
Kupić dwa stoły do kuchni.
Wymienić zestaw wypoczynkowy w salonie.

Zrobić badania do doktoratu, wyegzekwować początkowo (od lutego) choć 2 godziny w tygodniu tylko na ten cel, a im bliżej powrotu do pracy, systematycznie zwiększać ten czas.

Zacząć systematycznie dbać o paznokcie, włosy (olejowanie?), skórę.
Zacząć pisać minirecenzje na blogu.

Kupić czerwony żakiet, ramoneskę, czarną torbę typu worek, czarne botki na obcasie.

Zapisać Młodego na zajęcia z innymi dziećmi, by przygotować go na pójście do przedszkola (na wiosnę). 
Załatwić na wrzesień przedszkole.

Zadbać o relacje z najbliższymi, na pewno częściej odwiedzać Babcię.

Znaleźć nianię dla Misi, kiedy przyjdzie czas powrotu do pracy.

Gdy przestanę karmić piersią, wziąć się za siebie, czyli zrzucić około 7 kg.

Trzymać się harmonogramu sprzątania.

Wywołać zdjęcia z przeciągu ostatnich 2 lat

Jak widzicie totalne pomieszanie z poplątaniem. Od banalnych zakupów po rzeczy naprawdę ważne. Pewnie nie wszystkim rzeczom podołam, ale taka lista pozwoli mi na wszystko za jakiś czas spojrzeć z odpowiedniej perspektywy.


I jeszcze codzienny zestaw na dziś. Mam na sobie wyprzedażowe łupy: tregginsy i wielką, czarną torbę. Staram się na wyprzedażach kupować rzeczy uniwersalne, które posłużą mi przez klika sezonów, wybieram na ogół więc stonowane kolory i proste fasony.








kurtka- top secret% (prezent)
tregginsy- bershka%
koszula- sh
torba- sinsay%
buty- nn

czwartek, 16 stycznia 2014

eyeliner wibo


Nie jestem mistrzynią kresek, na co dzień częściej używam kredki lub maluję kreskę cieniami, ale, mimo to, nie wyobrażam sobie mojej kosmetyczki bez czarnego eyelinera.
Nie jestem wierna żadnej marce, na ogół kupuję przypadkowy i tani produkt. I tak było tym razem.
Przy okazji rossmannowskiej promocji na kolorówkę (-40%), skusiłam się na czarny eyeliner firmy wibo.
I jaka to była miła niespodzianka. Od razu w koszu wylądował stary eyeliner (Avon colortrend- nie polecam), a jego miejsce, być może na dłuższy czas, zajęło to malutkie cudo.

A skąd te zachwyty?
Po prostu lubię, gdy za małe pieniądze trafiam na dobry produkt.
Konsystencja- póki co (a mam go 2 miesiące) bez zmian, czyli dość rzadka, ale nie wodnista.
Wydajność- chyba niezła, choć tu się wypowiem, kiedy się po prostu skończy.
Opakowanie zawiera 4 ml produktu.
Kolor- intensywna czerń
Pędzelek- cieniutki, ale nie wymagający wielokrotności nakładania
Rezultat- taki, jaki chce- od cienkiej kreski u nasady rzęs do grubaśnych kresek, takich jak na zdjęciach.
Trwałość- w ciągu dnia nie kruszy się, nie rozmazuje, czyli spokojnie czeka do wieczornego demakijażu. A właśnie:
Demakijaż- bezproblemowy, chyba każde mleczko czy płyn poradzi sobie z nim bez problemu.
Do tego mnie nie podrażnia i nie uczula, choć ja akurat mało wrażliwa jestem.
Cena- chyba ok 6-7 zł, a ja przy promocji zapłaciłam jeszcze mniej.
Ocena: 5 (na 6)

Jak już pisałam mistrzynią kresek nie jestem, a jeszcze okazuje się, że na zdjęciach widać niesamowite dziwy, których w rzeczywistości nie dostrzegam... Musicie mi uwierzyć, że 'w realu' te kreski są bardziej precyzyjne.




Mam noworoczne postanowienie, że od czasu do czasu na blogu pojawi się właśnie kosmetyczny post. Ciekawa jestem, co Wy na to?

niedziela, 12 stycznia 2014

trochę nowości

Miałam zadbać o jakość zdjęć na blogu. Miałam...
Jednak tak szybko zapada zmrok, że nie mam czasem szans na zrobienie zdjęć na dworze czy chociaż w domu, ale w dobrym świetle.
Niestety, przy sztucznym oświetleniu mój aparat po prostu sobie nie radzi, więc zdjęcia są, jakie są.
Zdaje sobie sprawę, że może to przeszkadzać w odbiorze, że wielu z Was aż razi w oczy, ale nie chcę zaniedbywać bloga. A tak by było, gdybym czekała na dobre zdjęcia.

Cały akapit usprawiedliwiania się. Chyba nie tak powinno to wyglądać. Teraz więc parę słów o zestawie. Dziś dużo nowości.
Pisałam Wam, że w Mohito, poza sukienką, którą wybrałam na Chrzciny, skusiłam się również na drugą, bardziej codzienną. Oto i ona. (A tak przy okazji, czy wiecie, że Mohito ma w końcu sklep on-line?)
Nowa jest również torebka. Od dawna polowałam na sztywny kuferek. Plułam sobie w brodę, że nie kupiłam dużego kufra w odcieniu butelkowej zieleni, kiedy to jeszcze był w h&m. Szukałam dalej, aż w końcu znalazłam. Nie jest wprawdzie w tym wymarzonym kolorze, ale wiecie, że brązy też lubię, więc jestem zadowolona.
I nowy jest szalik, który poprzez modną kratę, scala brąz torebki z czarnymi elementami ubioru.




moje wczorajsze zakupy:

sukienka- mohito
kurtka- top secret
buty- humanic
torba- targ
szalik- sh

wtorek, 7 stycznia 2014

Chrzciny

Równo dwa lata temu (również w Święto Trzech Króli) ochrzciliśmy naszego synka. Tu- KLIK link do zdjęć z tamtej uroczystości. Wczoraj ten ważny sakrament przyjęła nasza Kruszynka.

Czas leci niesamowicie szybko! Dzieci rosną, my się starzejmy (a może dojrzewamy?).
Patrzę na te moje Dzieciaki i zastanawiam się, co to z nich wyrośnie. A pewnie zanim się obejrzę, pójdą do szkoły, zaczną klarować się ich zainteresowania i pasje. A dla mnie nadal będą moimi maluchami- pewnie nawet po 30:) i zawsze będę patrzyła na nie z taką samą miłością i troską.

Ale mi się na refleksje zebrało, a to o ciuchach miało być!
Sukienkę kupiłam na, wspomnianych w poprzednim poście, wyprzedażach (właściwie kupno sukienki było moim głównym celem wyprawy do galerii).
Szukałam czegoś, co będzie odpowiednie na tą rodzinną uroczystość, ale co nie zawiśnie w szafie, jako ciuch tylko na specjalne okazje. Z pomocą przyszło mi Mohito. Wybór sukienek jest tam ogromny! Przeróżne wzory, kolory.
Nie mogłam się zdecydować, wahałam się pomiędzy czterema fasonami, a przymierzyłam chyba z dwanaście:).
Ostatecznie wybór padł na tę kobaltową sukienkę o bardzo klasycznej linii, prostym dekolcie i przyzwoitej długości. Myślę, że spokojnie będę mogła ją założyć i w bardziej codziennych okolicznościach.

Nie szalałam i dobrałam do niej po prostu czarne dodatki. Latem pewnie będę zestawiać ją z beżami, a może i pokuszę się o bardziej odważne połączenia.












sukienka- mohito
żakiet- nn
buty- deichmann
kolczyki- diva

niedziela, 5 stycznia 2014

czerń z akcentem

Nie lubię zestawów złożonych tylko z czarnych ubrań, kojarzą mi się z przykrym okresem żałoby i smutku.
Jednak i mi zdarza się ubrać od góry do dołu w czerń. Staram się wtedy wprowadzić choć jeden kolorowy akcent.
Niesłychane jest, że mamy piątego stycznia, a ja wybrałam się na spacer bez kurtki. W słońcu było mi nawet za ciepło, ale z kolei, gdy tylko schowało się za chmurami zaczął doskwierać mi lekki chłód.

Wczoraj udało mi się na chwilę wyrwać do galerii, więc i ja zaliczyłam w końcu wyprzedaże. Część moich łupów możecie oglądać w dzisiejszym zestawie (spodnie i komin).

Tradycyjnie staram się w czasie takich zakupów stawiać na tzw linię 'basic', kupiłam więc czarne rurki (od dawna brakowało w mojej szafie prostych, czarnych spodni), czarną sukienkę i ten kraciasty komin.

Poszukuję jeszcze czarnych botków na obcasie lub koturnie i czerwonego, eleganckiego żakietu. Będę bardzo wdzięczna o wskazówki, gdzie znajdę poszukiwane przeze mnie rzeczy, szczególnie żakiet, bo botki mam już na oku. Może któraś z Was się natknęła na taki w czasie chadzania po galerii:)?

I tak przy okazji przypominam, ze jestem też na facebooku, jakby ktoś miał ochotę polubić, to poniżej link:







spodnie, komin- stradivarius
pasek- mohito
top- new yorker
buty- nn
sweter- sh

czwartek, 2 stycznia 2014

pierwszy 2014

Pierwszy wpis w Nowym Roku. Powinien być wyjątkowy, trochę refleksyjny, może pełen podsumowań czy postanowień na cały rok. No cóż, powinien, ale nie będzie:).
Choć pewnie jeszcze o jakieś podsumowanie w styczniu się pokuszę. Może też podzielę się z Wami moimi planami na Nowy Rok, choć są domowo-zawodowe, blogowych niestety na ten moment nie posiadam.
Ale styczeń to w końcu dość długi miesiąc, więc mam jeszcze na to czas.
Dziś więc post zwyczajny, z zestawem na spacer z dzieciakami.
Wyprawa z dwójką to jest już małe wyzwanie. Jedną ręką prowadzę wózek, drugą za rączkę trzymam maszerującego Smyka. Na takie nasze małe wyprawy nie biorę torebki, bo tylko by mi zawadzała, a wszytko, czego potrzebuję, mam w wózku. Zestaw więc stylizacyjnie niepełny.
Zdjęcia oczywiście z samowyzwalacza, ale żadne z moich dzieci do robienia zdjęć jeszcze nie dorosło. Chociaż jak obserwuje poczynania mojego syna z elektroniką i wszelkim sprzętami, to kto wie czym mnie niedługo zaskoczy:).





kurtka- bershka
komin- reserved
koszula- h&m
spodnie, buty- nn