czwartek, 18 grudnia 2014

Dzieci

Jak na matkę dwójki dzieci, które kocham najbardziej na świecie i z którymi spędzam większość dnia, to piszę o nich zaskakująco rzadko.
A uwierzcie mi, że wypełniają mój czas, moją głowę i moje serce właściwie w całości.
Jak wracam z pracy (a mam to szczęście, że wracam dość wcześnie, kiedy jeszcze większość siedzi za biurkiem), to wszystkie czynności wykonuję przy akompaniamencie mojej kochanej dwójki. Sprzątanie, gotowanie czy prowadzenie bloga wszystko odbywa się w tak zwanym międzyczasie (zasada 5 minutówek*), a tak moje życie wypełnione jest grą w piłkę, układaniem puzzli, malowankami, książeczkami, klockami i misiami.
 Ale dzieci mam cudowne, najcudowniejsze! Piękne i mądre. Oczywiście, jak każda matka wychodzę z założenia, że dzieci dzielą się na genialne i cudze:), ale moje, nie tylko w myśl tej zasady, genialne są ponad miarę:). Wiecie, że mój trzylatek pisze, czyta (literki i proste słowa) i liczy (a i rachuje w zakresie 10 paluszków)? Wiem, że nie obchodzi Was to za specjalnie, ale musiałam się w końcu pochwalić tym moim małym mądralą. 

Ale nie ukrywam: jest ciężko, ten spadek formy, o którym pisałam w poprzednim poście wynika właśnie ze "zmęczenia materiału". Z niecierpliwością czekam, aż będę mogła z dzieciakami zamiast rysowania słoneczek i gwiazdeczek, rozwiązywać równania różniczkowe. Nie no żart:), ale wiecie, o czym mowa. Marzę o tzw wyjściu z pieluch (a zresztą w przypadku Misi i dosłownie), o chwili dla siebie, o byciu, poza byciem matką, kobietą, dziewczyną. O przespanej nocy, o gotowaniu tego, na co mam ochotę, o zakupach innych niż biedronkowe i o pomalowaniu paznokci.
Nie myślcie, że się żalę, ja naprawdę z nikim bym się nie zamieniła, kocham moje życie z tym całym bagażem, niedogodnościami i uciapanymi kaszką spodniami. Ale może tak jeden dzień urlopu?

*pięciominutówki to sprzątanie zgodnie z zasadą, by brać się tylko za czynności, których wykonanie nie zajmie więcej niż 5-10min, czyli zamiast sprzątania całej łazienki- umycie kibelka, innego dnia umywalki czy wanny. Podobnie z kuchnią: sama kuchenka, sama lodówka itd. A nawet zasada ta sprawdza się przy gotowaniu: obieranie ziemniaków, starcie surówki, panierowanie, czy smażenie, wszystko z doskoku.












płaszcz- sh
sweter- h&m (sh)
spodnie- ny
komin, torba- nn
buty- ryłko
bielizna- nipplex

54 komentarze:

  1. Ja tam żadnego zmęczenia materiału nie widzę. Wyglądasz super :)
    I choć marzy mi się taka dwójka maluchów to wiem, że jeszcze nie mój czas. Póki co i bez gotowania, misiów i słoneczek mam dużo na głowie i czasem mam dość. Boję się tylko, że świadomie na macierzyństwo jeszcze długo będę się bała zdecydować

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu tylko nie odkładaj decyzji o macierzyństwie w nieskończoność, najlepszy czas na pierwsze dziecko wg biologii to do 25 roku życia. sama urodziłam Wojtka mając 26 i teraz myślę, że mogliśmy wcześniej się zdecydować. Oczywiście i przed 40 można rodzić dzieci, ale to już zupełnie inna bajka.

      Usuń
  2. Ewa cóż mogę powiedzieć, bardzo dobrze Cie rozumiem i mam podobne myśli, odczucia. Jestem szczęśliwa, że mam takie wspaniałe dzieci, ale przydał by się urlop, choć jednodniowy ;) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lidia jeszcze "tylko" parę lat i sobie odbijemy:).

      Usuń
  3. Szybko Kochana zleci, będą duże i wtedy będziesz chodzić ze mną na kawę przynajmniej raz w tygodniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja się na to piszę! Choć wtedy to Ty możesz być "w pieluchach":).

      Usuń
  4. Oj jak ja dobrze wiem o czym mówisz, moja dwójeczka też bywa szalenie absorbująca, ale jakby wyglądał nasz świat bez nich..Kochane kłopoty <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) oj tak!
      PS. Uwielbiam serial o tym tytule (kochane kłopoty) :D

      Usuń
  5. Za to jak podrosną, to będziesz miała fajnych partnerów do pogaduszek, wygłupów itd. I zatęsknisz do pieluchowych czasów. Nawet nie wiem kiedy mój mały synuś stał się takim samodzielnym gościem, który się umawia z kolegami "na pizzę". A matka w domku czeka, się denerwuje, gdy nie wraca na czas... Tak, że ten - korzystaj :D Na spadek formy: maseczka, fryzjerka, sen i sex :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sivka marzę o tym, by moje dzieci traktowały mnie jak partnera do rozmowy, oby!
      A co do parad wykorzystam, ale w innej kolejności:).

      Usuń
  6. kto jak kto ale matka dwojki najlepiej zrozumie druga matke...z jednym to naprawde byla idylla. teraz czasem brakuje mi czasu dla starszego gdy mloda jest taka absorbujaca. a te pieciominutowki juz pisalam u siebie...genialne i kradne innowacyjny pomysl :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu te pięciominutówki to niby nic, taka oczywistość, ale pomagają.
      Ja już sobie nawet jakiś harmonogram wg nich wprowadziłam (uwielbiam listy, plany itp, także rozumiesz:)), i tak w pn myję kibelek, w wt umywalkę, śr to wanna a czw prysznic, w pt podłogi w łazience. I to samo w kuchni: lodówka, kuchenka, fronty szafek itp i kurze w poszczególnych pokojach:). I tak tydzień płynie:).

      Usuń
  7. no właśnie - właśnie lęk przed uciapanem, przed zmęczeniem, przed utratą formy fizycznej i frustracjami póki co zniechęca mnie do macierzyństwa.
    i mówię sobie, że może jeśli do tej pory nie zachciałam mieć dziecka, to być może znak, że macierzyństwo nie jest mi pisane - bardzo poważnie rozmawiałam o kwestii dzieci z Leszkiem ostatnio.
    oboje doszliśmy do wniosku, że pomimo nie takiego młodego już wieku nie wyobrażamy sobie zmiany naszego trybu życia.
    rezygnacji z naszego lenistwa, rezygnacji z pewnej wygody.

    podziwiamy oboje ludzi, którzy zdecydowali się na dzieci, ale oboje mamy w sobie chyba sami za dużo z dzieci jeszcze - beztroski nam jeszcze trzeba, nie bylibyśmy dobrymi rodzicami.

    tak, właśnie - zazdroszczę siły woli i odwagi do rezygnacji z pewnej części siebie, które moim zdaniem "dzieciatych" cechują.
    i smucę się, bo to pewnie ze mną jest coś nie tak, skoro wieść o ciąży byłaby dla mnie jedną z najsmutniejszych, jakie mogłabym usłyszeć.

    pięknie wyglądasz, Ewo.
    ten komin (oj, Mar by brała!), ten płaszcz - bardzo stylowe, bardzo klasyczne połączenie.
    no i Twoje kolory!

    i ten uśmiech na ostatnim zdjęciu - cudowna jesteś :)

    P.S. dziękuję Ci za szczery komentarz u mnie :)

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bosze ... Mar jakie Ty głupoty piszesz .... To nie jest dar wrodzony , to sie pojawia w miedzy czasie .... Tym od dwóch kresek po pierwszy raz w ramionach , i nasile z pierwszym uśmiechem , a jest wynagradzane z każdym przytuleniem , bo w tedy wiesz ze nikogo tak nigdy nie kochalam mocno ( sorry Lechu ) ani nikt nigdy nie kochał sie tak bardzo .....
      I pisze to ja, która nigdy nie chciała byc matka , a w pierwsza ciążę zaszła zeby udowodnić mężowi , ze to nie tak , ze nie chce , ze psychicznie nie chce , co mi Moj mąż zarzucał ;);)

      Usuń
    2. Nie zawsze tak jest, ludzie są różni. Chciałam, chcieliśmy mieć dziecko, staraliśmy się z mężem ok.2 lata z pomocą leków. Już w trakcie ciąży wiedziałam, że jestem inna niż inne mamy, nie cieszyło mnie to tak jak innych. Dlaczego? Depresja, która ciągnie się za mną prawie całe życie. Wszystko bierze się z tego z jakiego domu się wychodzi i to przekłada się potem na dalsze życie. Nie zawsze też ludzie wynoszą swoje zachowanie z domu, ja niestety wyniosłam. Ogólnie wyglądam na spokojną osobę, ale jestem strasznie nerwowa. Nie było u nas w domu rodzinnym patologii tylko obojętność. Oczywiście rodzice dbali o różne aspekty życia mojego i rodzeństwa, ale nie byli czuli i nie mieli dla nas czasu, nie było u nas normalnego rodzinnego życia tylko wiecznie praca rodziców i nerwy w naszym kierunku. Taką obojętność rodzice za to wynieśli z domu swoich rodziców.
      Mam piękną córkę, ale więcej dzieci mieć nie chcę, bo wiem, że nie dam rady.
      Przeraża mnie ta odpowiedzialność. W tej chwili jest mi ciężko ją wychowywać z racji złego samopoczucia. Cały czas pracuję nad sobą, mąż stara się pomagać jak może mimo tego, że jest zajęty pracą.
      Zawsze patrzę się na inne rodziny, przede wszystkim Mamy i zazdroszczę tego w jaki sposób one opiekują się dziećmi. Ja jestem taka bardziej wycofana. Co nie znaczy, że nie dbam o córeczkę. Dbam najlepiej jak potrafię.

      Nie wnikajmy w czyjeś decyzje i nie zmuszajmy nikogo do niczego.

      Usuń
    3. Lilly ja mam taki charakter, że i bez dzieci ( a może tym bardziej bez) byłabym sfrustrowana.
      A formę fizyczną to i tak mam teraz lepszą niż w czasach przeddzieciowych, najwięcej przytyłam w czasie rzucania palenia ,a teraz to po prostu "błądzę" w okolicach krytycznej dla mnie wagi. Ogólnie ciąże i karmienia piersią przynosiły raczej spadek wagi niż przyrost.
      I nie neguję Twojej decyzji, bo ja akurat zawsze marzyłam o dzieciach. Nawet kiedyś myślałam, że byłabym skłonna umrzeć przy porodzie, byleby wydać na świat potomstwo- miałam bardzo silną chęć przekazania własnych genów dalej:).
      A nie da się ukryć, że rodzicielstwo zamyka wiele drzwi, zmienia priorytety i wywraca świat do góry nogami. Zmienia wszystko. Ale najważniejsze, że WARTO!
      Ja się nawet kiedyś śmiałam, że gdyby sporządzić listę za i przeciw rodzicielstwu to obiektywna lista przeciw byłaby pewnie zdecydowanie dłuższa, ale co z tego, skoro po stronie "za" masz najważniejsze: DZIECKO:) i tego się nie da przebić żadnymi argumentami.
      A bycie samym wewnętrznym dzieckiem chyba jednak pomaga a nie przeszkadza w byciu rodzicem.
      Jednak rozumiem też, ze widok dwóch kresek na teście może być smutną wiadomością, sama sobie też nie wyobrażam trzeciego dziecka. To byłyby naprawdę kiepskie wieści. Ale do przeżycia , bo w sumie każde dziecko to cud.


      Ale mimo wszystko wierzę, że można nie chcieć dzieci, że można być szczęśliwym bez potomstwa, więc jeśli taką decyzję podjęliście to to jest Wasza, a co za tym idzie- słuszna decyzja.
      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
    4. Aniu ja mam dwojakie doświadczenia, choć jedno i drugie dziecko było planowane i chciane.
      Wojtka pokochałam od tej pierwszej kreski na teście, do miłości do Siaśki dojrzewałam, a eksplodowała, kiedy wzięłam ją w ramiona.
      Ale co do miłości masz rację, nie znam większej niż ta, którą matka darzy dziecko:).

      Usuń
    5. Anonimie, czy mogę nazywać Cię A jak Alicja? Nie lubię zwracać się bezosobowo, a "drogi anonimie" brzmi dziwnie.
      Depresja to bardzo ciężka i smutna i niestety, nie leczona, również śmiertelna choroba. Ciąża i inne zmiany hormonalne mogą niestety pogorszyć dołek psychiczny. Nie warto więc winić siebie o "baby blues" i warto zgłosić się do kogoś zaufanego, kto może pomóc .
      Nie chcę udzielać "złotych rad", bo to zupełnie nie moja działka.
      Ale ja też jestem nerwowa, choć na zewnątrz sprawiam wrażenie ostoi spokoju, a co się dzieje w środku wiem tylko ja.
      Jednak nie warto powielać rodzinnych schematów, choć pewnie Ty to wiesz najlepiej.
      Sama piszesz, że pracujesz nad sobą, a to już bardzo wiele! Nie każdego stać nawet na drobne poświęcenie.
      A Twoja córka jest szczęściarą, że ma taką mamę, wrażliwą i świadomą swoich ewentualnych niedociągnięć.
      Pozdrawiam!

      Usuń
    6. Aniu, zdaję sobie z tego sprawę.
      Więc być może mój czas jeszcze po prostu nie nadszedł :)

      są takie momenty, które uświadamiają mi, że bez dzieci to wszystko nie ma sensu - te, w których oglądam zdjęcia moich dziadków, pradziadków, moich rodziców gdy mali byli... że ja też bym chciała komuś te zdjęcia pokazywać, zostawić coś po sobie, przekazać komuś te wartości, które nabyłam, myśli, idee i podejścia do wielu spraw.

      tylko droga do tego wydaje mi się niemożliwa do pokonania.
      wiem, jak bardzo leniwa jestem, wiem jak bardzo nie potrafię czasem zebrać się w sobie i choćby dom ogarnąć.
      kiedy pojawi się dziecko, to nie będzie wymówek, że nie, nie chce mi się i tyle.
      to mnie przeraża.
      to przejście, sam moment przejścia w ten tryb.

      może tak trudno mi zdecydować się na dziecko, bo ja... bo ja nawet nie wiem jak się z dziećmi obchodzić.
      u mnie w rodzinie małych dzieci nie ma, nie utrzymujemy kontaktu z dalszą.
      nigdy nie opiekowałam się niemowlakiem, nie trzymałam żadnego na rękach.

      praktyki z dziećmi w wieku przedszkolnym były dla mnie męką (nie wiem, jak mówić do tych dzieci, jak się wysławiać, paraliżuje mnie lęk podobny do tego jaki mam gdy obcuję... z psami ;P nigdy nie miałam psa i jak jestem w domu w którym ktoś go ma to nie wiem, czy mam go głaskać, czy uciekać czy zacmokać ;P taka totalna niewiedza ;P) - już wiem, że jeśli będę mogła tego uniknąć, to wolałabym pracować z dorosłymi.

      więc dziecko, to dla mnie taka tajemnica tak naprawdę.
      znam na pamięć wszystkie etapy rozwoju dziecka, kalendarz pojawiania się umiejętności, zdolności i funkcji poznawczych u niego, wyrzynania się zębów, poszerzania słownictwa, ale jak przychodzi do osobistego kontaktu - to nie wiem nic.

      boję się, dziewczyny, że skrzywdziłabym tego małego człowieka.
      nie fizycznie (chociaż... moje graślactwo... Jezu, kazałabym Lechowi myć dzieciaka, bo przecież to by się mogło skończyć tragicznie, gdybym ja się miała za to brać ;P), ale psychicznie.
      boję się, że nie umiałabym go pokochać.

      wy tak nie miałyście?

      (przyznaję, nie wychowałam się w do końca "funkcyjnej" rodzinie - trochę krzywizn tam u mnie było, jest. może to stąd)

      Usuń
    7. Dziękuję za miłe słowa. Dla kogoś takiego jak ja dużo znaczą. Tak, pracuję, bo stworzyłam człowieka, który nie może być przeze mnie nieszczęśliwy, bo ta ja mam pokazać Jej życie. Staram się to sobie wmówić i pamietać co jest cholernie ciężkie. Patrzę na Nią i myślę sobie żeby ten beztroski śmiech towarzyszył Jej zawsze, żeby nie była taka jak ja, żeby była szczęśliwa

      Jestem anonimowa, ale tylko do takich zwierzeń.
      Również pozdrawiam :)

      Usuń
    8. Lilly, tak szczerze, to ja nie lubię dzieci, tych obcych oczywiście. Tzn nie lubiłam do momentu posiadania własnych, a i teraz nie roztkliwiam się nad każdym wózeczkiem. A dzieci w wieku przedszkolnym? Niech za komentarz wystarczy, że uważam zawód przedszkolanki za najbardziej niedoceniany zawód świata:).
      A co do lęku, to nadal jest we mnie. Nigdy nie wiemy, jak nasze zachowania wpłyną na małe istoty. (A tak przy okazji to dzieci u mnie myje mąż- od niemowlęctwa).
      Nikt nie pochodzi z idealnej rodziny, ważne, by starać się nie powielać błędów.
      Lilly, ogólnie to nie miejsce na osobiste wynurzenia, ale jakbyś naprawdę chciała pogadać o swoich ewentualnych obawach związanych z rodzicielstwem i jeśli choć w jakimś drobnym stopniu kiedykolwiek (za rok, za pięć) mogłabym Cię przekonać do bycia mamą to pisz na maila:).
      Bo tak szczerze mi szkoda, żeby tak ciepła, miła i pogodna osoba nie przekazała swych genów dalej. I choć słabo znam się na ludziach to wydaje mi się, że byłabyś cudowną matką.

      Usuń
    9. A.
      Uśmiech dziecka to najpiękniejszy widok i chyba każda z nas zmaga się nie raz z własnymi "demonami", by tylko taki uśmiech towarzyszył nam na co dzień.
      Jesteś naprawdę bardzo dzielną i świadomą kobietą. Córa ma Ciebie, a to najważniejsze!

      Usuń
    10. Anonimowo Alicjo - świadomość ze masz problem jest ogromną wiedzą . Depresja jest czymś co sie leczy , ale nie bez wysiłku . Psychoterapia - jest procesem ktory pozwala zmierzyć sie i ze schematami rodzinnymi , i własnym lękiem , pozwala zrozumieć własne emocje , trochę je odczarować , rozgrzeszyć i .... Otworzyć na nowe . Pójść dalej .
      Wg wszelakich teorii idealna matka to .... Wystarczajaco dobra matka . Czyli taka która jest - wspiera , ale nie przelewa nadmiar emocji , zagłaskuje na śmierć .

      Usuń
    11. Ewo masz racje , dojrzewanie do macierzyństwa jes rożne , ale
      Efekt jeden - milosc !!!!

      Usuń
    12. Mar , Gdybyś mnie znała przed , uslyszalabys podobne argunenty - kochalam zycie na walizkach , nurkowanie - wspinaczkę górską - pracowałam setki godzin - co uwielbialam . Mówiłam ze egoisci tacy jak jak nie powinni mieć dzieci . Mówiłam ze jestem świetna ciotką - bo jak mi sie nudzi Moj bratanek to zawsze można odstawić do rodziców i to wszystko czego oczekuje od życia .
      Dlatego mówię , ze to proces , dojrzewania do bycia rodzicem .
      Wręcz z pełna zawodowa odpowiedzialnością powiem , ze dla wielu kobiet ktore miały w głowie wyobrażenie sobie jako matki , dla
      Których macierzyństwo było ideą nadwartościową - jest ... One trudniejsze , niesie wiecej rozczarowania. Bo trudniej odseparowac swoje wyobrażenie radosnego różowego bobasa od rzeczywistości - nieprzespanych nocy , pampersów czy tego ze dziecko ma własne zdanie .
      Nie blokuj sie we własnym zdaniu , żyj, i ... Przyjmuj dobrodziejstwa pary bez dzieci ... Za kilka lat moze oboje poczujecie ze to ten moment . Dzieci są zawsze dopełnieniem związku , nie jego ograniczeniem .

      Usuń
    13. dzięki, Aniu :)
      bardzo ważne rzeczy napisałaś i w bardzo fajny sposób.

      Usuń
  8. Oj Ewciu. Każdy z nas chciałby od czegoś wziąć urlop, choć na chwilę. Pięknie to opisałaś. Ogromna miłość bije z tego tekstu. A na zdjęciach zupełnie nie widać zmęczenia.

    Pięciominutówki... świetna nazwa. Dzisiaj uprawiam je od rana w takim razie. Jest pierwsza w nocy, a ja siadłam właśnie na 5 minut do kompa, żeby poczytać Wasze komentarze. Zobaczyłam Twój, więc musiałam tu zajrzeć. A że ja z gatunku "bloger czytający tekst dołączony do obrazków", no to se myślę przeczytać muszę. Ale cholera, ziemniaki na jutrzejsze kopytka miałam obrać. I poleciałam na pięciominutówkę ziemniaczaną, po czym wróciłam poczytać i skrobnąć coś od siebie ;-)
    P.S. Zakupy w Biedrze są spoko :-p
    Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mhm kopytka! Zjadłabym:).

      I bardzo się cieszę, że, mimo moich żalów, widać w tym tekście tę bezgraniczną miłość, jaką darzę moją dzieciarnię.
      Buziaki!

      Usuń
  9. Zestaw klasyczny i elegancki - bardzo mi się podoba :)
    Pięknie piszesz o swoich dzieciaczkach :) Ale za pare dni Święta, odpoczniesz od pracy a i może rodzina przejmie chwilowo opiekę nad dziećmi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu masz rację, rodzina to jest siła:)! Także też na to liczę. Pozdrawiam!

      Usuń
  10. Urlop od macierzyństwa przydał by sie od czasu do czasu każdej z nas . Ja miewałam fantazje ze wynajmuje pokój w hotelu tylko po to zeby sie spokojnie choć jedna noc wyspać .
    Ale hola , moje tez są genialne ;););)
    Lubie Cie w brązach i beżach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proponuje ogólny weekend SPA dla matek-blogerek...bez dzieci :)) w celu podładowania akumulatorów..ehhhpomarzyc

      Usuń
    2. Aniu, z mężem zgodnie stwierdziliśmy, że pierwszy wypad bez dzieci przeznaczymy na sen i ewentualnie sex:). Uroki rodzicielstwa:).

      Gośka taki wypad to byłoby coś! I na upartego wszystko da się zorganizować:).

      Usuń
    3. Ja to chciałam sama . Bez męża ;)
      Więc sex nie wchodził w zakres moich marzeń :) tylko sen :):)

      Usuń
  11. Wiem o czym piszesz, też bym się nie zamieniła, a mimo to czekałam na ten moment, czyli to co jest teraz - moi chłopcy są już w miarę samodzielni :)
    Ale i oni i ja czasami tęsknimy za czasem gdy byli bobasami :)
    Brązy to Twoja działka, wiem, że piszę to co roku, ale widać taka jest prawda objawiona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga właśnie na ten moment czekam- nie na czas studiów, wyprowadzkę itd- absolutnie nie, ale po prostu na czas, kiedy dzieciaki nie będą już w pełni zależne ode mnie.

      Usuń
  12. ciekawa notka;)
    zapraszam: http://blousforyou.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. dla mnie temat znany tylko ze slyszenia, bo niestety nie zostalam matka, ale Ty kochana wcale nie wygladasz na ''zmeczony material'' wprost przeciwnie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Podpisuję się pod tym w 100% :-) Najlepsze jest to, że kiedy osiągnie się z dzieciakami już ten kolejny poziom, to z rozrzewnieniem wspomina się tamto ciągłe "uwiązanie" (oj, jak dobrze znam pięciominutówki!)... Ostatnie zdjęcie powala urodą i wdziękiem :-) Buziaki dla Maluchów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu dzięki! I mi się pewnie nie raz zatęskni do takich chwil, ale teraz? No cóż... ja chcę się wyspać:).

      Usuń
  15. No to mogę się podpisać i ja pod Twoimi słowami, bo mam tak samo. W zasadzie od rana do wieczora z dziećmi ;) Mam juz 12 latkę, cieszy mnie fakt, że ona mi o wszystkich smutkach, czy radościach mówi, ,ze mogę z nią pojechać na zakupy, doradzi , podpowie ;) Natalka zaś taki mały przedszkolak, to jak dwa światy, dorastająca panna, która ma już swoje potrzeby i Natalka, która ten świat dopiero poznaje, jest fajnie, ale czasem tez marzę o dniu w którym pobędę sama ze sobą ;)
    Pięknie wygladasz na tle tej deszczowej aury ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu takiego kontaktu z córką, a właściwie z córkami to można Ci tylko pozazdrościć:).

      Usuń
  16. Pięknie wyglądasz :) ja urodziłam starszego synka w wieku 24 lat, a bliźniaki jak miałam prawie 26 lat i to był najlepszy moment, teraz mam 33 lata i prawie "dorosłe" dzieci 9,5 lat i 7, 5 lat.
    U mnie też wszystko kręci się wokół dzieci, ale znajduję chwilkę dla siebie, niewielką :) Bez nich nie wyobrażam sobie życia, są cudowne :)

    Zdrowych, wesołych i rodzinnych Świąt życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dika Wy jesteście ogólnie wzorem dla innych rodziców, kreatywne zabawy, wycieczki, poznawanie świata- Wasze dzieci to mali szczęściarze:).

      Usuń
  17. a nie wyglądasz na zmęczoną!! to chyba właściwie tylko pozazdrościć! no i piękna kolorystyka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Lauro, a zmęczenie jest niestety widoczne i to niestety im człowiek starszy tym mniej czynników potrzeba, by zmęczenie malowało się na twarzy, ale dziękuję:).

      Usuń
  18. Ale masz wspaniały płaszcz. Świetnie wyglądasz, więc kochana zazdrościć tylko Ci można! Super!

    OdpowiedzUsuń
  19. Ewa ja Cię podziwiam. Ja nie umiem zorganizować mycia zębów, z samym synem umiałam zrobić wszystko z córką jest inaczej. Oboje biją się o mnie, ślędzą każdy krok, wszędzie ze mną. i sto pytań do bezustannnie. Julka gada jak najęta kiedy nie śpi, Piptrek to samo, a ja nie umiem się skupić na niczym. Najbliższy mi jest strój włóczykija już nie dlatego że mi się podoba ale dlatego że eklektyzm jest mi najbliższy, w sensie sięgnięcia ręką.. :) niby robię fotki niby ukłądam w głowie teksty ale codzinność zabiera mi tyle czasu że brak go nawet na minimalną dawkę snu... a bardzo brakuje mi blogowwania,,....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anka kokietujesz! Bo kto czas na kreatywną twórczość ma, no kto:)?
      Ja np wszystkie robótki odłożyłam w kąt, robienie kartek, ozdób itd, a z tego co kojarzę to Ty prężnie działasz:).

      Usuń